środa, 8 maja 2019

Antropomorfizm: zmora animacji?

Dzieci lubią zwierzaczki. A już zwłaszcza mówiące zwierzaczki. Tak było, jest i będzie. A że dorośli często są jak dzieci, to my też patrzymy na nie przyjaznym okiem. Zwierzęta mówią do nas z ekranów, książek, komiksów i Glauks wie czego jeszcze. Jeśli uchował się ktoś, kto nigdy w życiu nie zetknął się z chociaż jedną animacją z gadającymi futrzakami, czekam na maila. W animacji antropomorfizm, czyli „uczłowieczanie”, najczęściej dotyczy zwierząt, rzadziej przedmiotów czy zjawisk naturalnych jak np. wiatr. Ten stary jak świat zabieg literacki, kojarzony zwykle z klasycznymi bajkami Ezopa czy La Fontaine’a, stał się ściśle sprzężony z filmem animowanym. Możliwe, że ma to jakiś związek z walorami edukacyjnymi, ale chyba lepiej nie szukać przyczyny tak daleko. Podejrzewam, że to po prostu kalka z masowo adaptowanych na animacje baśni, które przecież nagminnie uczłowieczały wszystko, co się dało. A chociaż antropomorfizm zwierząt ma zarówno swoje chwile sławy jak i odrzucenia, to regularnie powraca. I niczym słowiański Światowid, ma różne oblicza.

Poniżej znajdziecie kilka rodzajów antropomorfizmu, jaki można spotkać w filmach animowanych. Niniejszy podział jest nieoficjalny i wynika z moich własnych obserwacji.
***
1. Silny antropomorfizm.

Jako silnie zantropomorfizowane zwierzęta uważam te, które zwierzętami są jedynie z wyglądu. Tutaj nie tylko mowa, ale też postawa ciała i zachowanie świadczą o tym, że bohaterowie są po prostu ludźmi o zwierzęcych kształtach. Weźmy taką pierwszą z brzegu ikoniczną Myszkę Miki i jej przyjaciół. Mówią, noszą ubrania, posługują się narzędziami, praktycznie wszystko jest w nich ludzkie oprócz wyglądu. Jedną z dość znanych takich kreskówek w Polsce jest też japońsko-hiszpańska produkcja W 80 Dni Dookoła Świata z Willym Foggiem, gdzie wszystkie postaci są zwierzęcą wersją ludzi.

W 80 Dni Dookoła Świata z Willym Foggiem: w tej kreskówce pozytywne postaci bardzo często są kotowate: Fogg jest lwem, Rigodon (Passepartout) kotem, a księżniczka panterą. Z kolei złoczyńcy jak np. Inspektor Dix (Fix) są psami lub psowatymi.
W takich przypadkach można zauważyć, że gatunek zwierzęcia wybrany przez twórców do obsadzenia w danej roli służy jedynie do nadania postaciom atrakcyjności. To, że np. Fogg jest lwem, nie ma żadnego znaczenia dla fabuły i zachowania postaci. Dobór zwierząt polega tylko i wyłącznie na tym, jakie uczucia wzbudza w nas dany zwierzak. A te uczucia są silnie uwarunkowane kulturowo. Skojarzenia związane z poszczególnymi zwierzętami większość ludzi ma podobne: wszyscy wiedzą, że np. lew to symbol odwagi, a lis przebiegłości. Poza tym dochodzi do tego atrakcyjna aparycja. Zwierzę, które ma „grać” główną rolę, musi nie tylko budzić pozytywne skojarzenia, ale też być po prostu ładne, urocze. Gdy po porażce Królika Oswalda Disney i Iwerks pracowali nad nową ikoną, rozważali rozmaite zwierzaki, od kotów przez psy, krowy, konie, żaby, aż po mysz. Najwidoczniej mysz okazała się być na tyle oryginalna, a przy tym urocza, że zdecydowali przy niej zostać. Zwłaszcza, że jej design był podobny do Królika Oswalda.

Silny antropomorfizm bardzo często ma charakter estetyczny, jednak nie zawsze jego rola kończy się jedynie na tym. Symbolika również nie zatrzymuje się na utartych schematach. Tutaj dobrym przykładem jest Sing, gdzie dobór gatunków zwierząt jest dość oryginalny; z koalą, jeżozwierzem i słoniem na czele. Role tych postaci nie są oparte na dawnych, literackich wzorcach – zamiast tego są zbudowane na dość prostych schematach. Zwierzęta w Singu wciąż są symboliczne, ale ich korzeni nie trzeba szukać daleko, np. stara sekretarka jest żółwicą, bo żółwie są długowieczne; świnia Rosita jest zapracowaną mamą ponad dwudziestu prosiaków, bo świnie są płodne; jeżozwierzyca Ash to zbuntowana nastolatka, bo kolce pasują do jej charakteru. Są też postaci oparte na kontrastach: nieśmiała słonica Meena, która wciąż zakrywa sobie twarz wielkimi uszami; Johnny, wrażliwy goryl, który ma konflikt z ojcem, szefem gangu; mysz Mike z ego znacznie przekraczającym jego własny wzrost; czy wreszcie Buster Moon, tryskający energią miś koala. Wszystkich bohaterów Singu można byłoby spokojnie zastąpić ludźmi. Uważam jednak, że wtedy film byłby uboższy – dobrze dobrane zwierzę jest w stanie klarowniej zobrazować charakter postaci, a kreskówka jest też bardziej atrakcyjna. Sing z ludźmi byłby musicalem jakich mnóstwo, a zwierzęce postaci wyróżniają go już na pierwszy rzut oka.

Do jakiego gatunku należysz, tylko pozornie nie ma znaczenia w Zwierzogrodzie. Nigdy nie wiadomo w kim obudzi się pierwotny insktynkt.
Prawdziwym fenomenem jest jednak disnejowski Zwierzogród. Tutaj silny antropomorfizm jest wytłumaczony ucywilizowaniem zwierząt, które niegdyś były dzikie. Różnorodność fauny Zwierzogrodu nawiązuje do wielokulturowych metropolii, gdzie każdy: mały, duży, roślinożerca i drapieżnik, musi znaleźć swoje miejsce. Tutaj zwierzęcość bohaterów nie kończy się na estetyce i symbolice: one fizjologicznie ciągle są zwierzętami, które muszą dostosować swoje zachowanie i styl życia do społecznych norm. Co, oczywiście, nie jest takie łatwe. Film jest nie tylko dobrą komedią kryminalną, ale niesie ze sobą konkretne przesłanie. Zamiana bohaterów w ludzi jest w tym przypadku niemożliwa, bo cała fabuła i świat dosłownie stoi na fundamentach zbudowanych przez zwierzęta.

Z kolei Fantastyczny Pan Lis również stawia pytania na temat dzikości i ucywilizowania, jednak w trochę inny sposób. Zwierzęta w tym filmie są silnie antropomorficzne, ale wciąż mają swoje „typowo” zwierzęce zachowania. Celowo użyłam tutaj cudzysłowu, gdyż nie jest to tak naprawdę prawdziwe zachowanie zwierząt, tylko pokazanie kontrastu między ucywilizowaną a dziką stroną pana Lisa. Jest to na dodatek bardziej element humorystyczny niż próba ukazania prawdziwego zwierzęcia. Dla przykładu scenka ze śniadania pana Lisa:



2. Średni antropomorfizm.

Średnio zantropomorfizowane zwierzęta to te, które nie tylko wyglądają jak zwierzęta, ale też poruszają się jak one i (najlepiej) żyją w swoim naturalnym środowisku. Antropomorfizacja zachodzi tutaj głównie przez komunikację – to są po prostu zwierzęta, które rozmawiają między sobą, ale nie chodzą jak ludzie, nie noszą ubrań i nie używają narzędzi. Wszystko w nich pozostaje zwierzęce oprócz mówienia, mimiki, a także gestów. Zwykle też jest tak, że zwierzęcy bohaterowie antropomorfizowani w ten sposób nie są w stanie porozumieć się z ludzkimi postaciami. W takich animacjach, ludzie są drugoplanowi (lub nie ma ich w ogóle) i to sprawy zwierząt są najważniejsze. Najwięcej przykładów takich filmów to ręcznie rysowane animacje Disney’a jak Król Lew, 101 Dalmatyńczyków, Zakochany Kundel oraz pixarowskie Gdzie jest Nemo?. Inne studia stawiają raczej na silny antropomorfizm, ponieważ ma on więcej komediowego potencjału. Co więcej, nawet wśród disnejowskiej stajni można zauważyć słabnącą popularność tego typu animacji. Ostatni taki wytwór to pixarowskie Gdzie jest Dory? z 2016 roku. I chociaż film ma dopiero trzy lata to wciąż jest jedynie kontynuacją (na dodatek bardzo późną), a nie odrębnym pomysłem samym w sobie. Tutaj uwagę jeszcze przyciąga najnowsza Księga Dżungli Jona Favreau, również z 2016 roku, oraz nadchodzący remake Króla Lwa, lecz to wciąż są znane historie tylko ubrane w inne szaty. Nowych pomysłów na średnio zantropomorfizowane zwierzęce historie zdaje się powoli brakować. Osobiście czekam na kontynuację Strażników Ga’Hoole, zapowiedzianą na przyszły rok. Mam nadzieję, że druga część okaże się bardziej wierna książkom niż pierwsza.

Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole – ekranizacja powieści Kathryn Lasky nie dorównuje swojemu oryginałowi, choć jest opakowana w przepiękną animację i muzykę.
Ciekawym przypadkiem jest tutaj Ratatuj, który zakłada średnią antropomorfizację zwierząt z pominięciem głównego bohatera. Remy nie może odnaleźć się w społeczności zwykłych szczurów, żywiących się tym, co uda się wygrzebać w śmietniku. Z czasem obserwuje ludzi i ich sztukę gotowania, zaczyna chodzić na dwóch łapkach ze względów higienicznych i używać różnych przedmiotów jako narzędzi. Jego wyjątkowość zbliża go do silnego antropomorfizmu i jest to zaskakujące nie tylko dla szczurów, ale również dla ludzkich bohaterów. Gdy wreszcie znajduje wspólny język z człowiekiem, zachodzi on za pomocą gestów. Co więcej, nie jest to jedyna animacja, w której zwierzęta rozumieją mowę ludzi, a ludzie nie są w stanie zrozumieć zwierząt. Gdy w Ratatuj mamy sceny z perspektywy człowieka „rozmawiającego” ze szczurem, słyszy on same piski. To musi być pewnego rodzaju uproszczenie, bo gdyby zwierzęta nie rozumiały mowy ludzi tak samo, jak ludzie nie rozumieją mowy zwierząt, fabuła nie mogłaby się rozwijać. W każdym razie, Remy jest już silnie zantropomorfizowany, pomimo tego, że nie jest rozumiany przez ludzi. Podobna sytuacja jest w całym Madagaskarze: wszystkie zwierzaki są bardzo silnie zantropomorfizowane (używanie ludzkich wynalazków, czytanie, itd.), ale nie rozmawiają z ludźmi, którzy zamiast słów słyszą zwierzęce odgłosy.

Kolejnym ciekawym przypadkiem, jeśli chodzi o antropomorfizm sam w sobie jest Mój Brat Niedźwiedź. W tym filmie, sceny z perspektywy człowieka pokazują nam zwierzęta, które nie są antropomorfizowane w ogóle: szczególnie widać to po oczach. Ludzki bohater, patrząc na dzikie zwierzę, widzi tylko jego czarne, puste oczy. Gdy perspektywa przechodzi na zwierzę, inne zwierzęta mają przyjazne, bardziej ludzkie oczy razem z całą resztą cech średniej antropomorfizacji – tj. rozmawiają między sobą oraz posługują się mimiką i gestami charakterystycznymi dla homo sapiens.


Księga Dżungli Jona Favreau jako przykład średniego antropomorfizmu: zwierzęta, choć z wyglądu realistyczne, mówią ludzkim głosem i do pewnego stopnia posługują się ludzką mimiką.
Weźmy pod lupę jeszcze dwie disnejowskie animacje: wspomnianą już Księgę Dżungli oraz Tarzana. Mowgli, chociaż jest człowiekiem, rozmawia ze zwierzętami i żyje wśród nich na równych zasadach. Tutaj nie ma co się rozwodzić: wychowany przez wilki, jest pełnoprawnym zwierzęciem w dżungli. Może i słabym, z braku kłów i pazurów, ale nie jest uważany za kogoś obcego. Przez cały film Mowgli nie ma kontaktu ze swoim gatunkiem, nie wiemy jak by się zachowywał w takiej sytuacji. Dopiero pod koniec starej Księgi Dżungli z 1967 roku, spotyka dziewczynkę i odchodzi z nią do wioski. W kontynuacji, Księdze Dżungli 2 z 2003 roku, historia zaczyna się od momentu, w którym Mowgli mieszka w wiosce już od jakiegoś czasu. Nie dostajemy żadnej sekwencji, ani nawet scenki, w której musi przystosować się do zupełnie innego środowiska, nauczyć się ludzkiego języka i zwyczajów. Zupełnie inaczej jest w Tarzanie: wychowany przez goryli człowiek spotyka przedstawicieli swojego gatunku. Sceny z perspektywy Tarzana pokazują nam zantropomorfizowane zwierzęta, goryle wychowały Tarzana, więc rozmawiają z nim po swojemu i wszyscy doskonale się rozumieją, tak jak to było z Mowglim i innymi zwierzętami z dżungli. Jednak w oczach Jane Tarzan jest dzikusem, zachowuje się zupełnie jak małpa, równocześnie ona też nie jest w stanie rozmawiać ze zwierzętami. Można powiedzieć, że w tym przypadku zachodzi sytuacja odwrotna do antropomorfizmu: zoomorfizm. Tarzan jest człowiekiem, ale zachowuje się jak zwierzę. Dopiero z czasem uczy się swojego gatunku i to jest jedna z najważniejszych rzeczy w jego historii. Ten proces dobrze obrazuje piosenka Obcy jak ja:



3. Subtelny antropomorfizm.

Subtelny antropomorfizm dotyczy animowanych zwierząt, które nie tylko chodzą i zachowują się realistycznie, ale też nie posługują się mową. Jedynym wyznacznikiem, który odróżnia je od prawdziwych zwierząt są subtelne sygnały charakterystyczne tylko dla ludzi. Chodzi tu głównie o mimikę i mowę ciała. Takie zwierzęta często występują jako bohaterowie drugoplanowi, np. Abu, małpka Aladyna; Meeko, szop Pocahontas lub świerszcz z Mulan. Do takich bohaterów można też zaliczyć rozmaitych zwierzęcych towarzyszy księżniczek w takich filmach jak np. Śpiąca Królewna i Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Jedynie zwierzaki z Kopciuszka wyłamują się z tego schematu, bo nie tylko duża część z nich rozmawia z Kopciuszkiem, ale również nosi ubranka: dlatego one kwalifikują się do silnego antropomorfizmu.

Śpiąca Królewna: urokliwi, zwierzęcy towarzysze są jednym ze znaków rozpoznawczych disnejowskich księżniczek.
Jednak istnieją animacje, które koncentrują swoją fabułę na subtelnie zantropomorfizowanych zwierzętach. Co prawda nie ma ich zbyt wiele, ale są. Mustang z Dzikiej Doliny opowiada nam historię konia, który z innymi końmi porozumiewa się rżeniem i prychnięciami. Subtelna, ludzka mimika i kilka gestów sprawiają, że nie jest to realistyczny obraz konia, ale pozwala nam lepiej zrozumieć uczucia bohaterów. I chociaż myśli głównego bohatera są nam opowiadane przez narratora w pierwszej osobie, wszystkie dialogi w filmie zachodzą tylko między ludźmi.

No i wreszcie mamy Jak wytresować smoka. Co ciekawe, biorąc pod uwagę małą liczbę animacji, w których subtelnie zantropomorfizowane zwierzęta są ważną częścią fabuły, to już drugi po Mustangu taki film od DreamWorksa. Tutaj ktoś mógłby się kłócić, że przecież smoki w tej animacji nie są antropomorfizowane, bo ich zachowanie jest wzorowane na kotach i psach. To prawda, te smoki są bardzo zwierzęce, jednak wciąż nie w stu procentach. Gdy bliżej przyjrzymy się zachowaniu Szczerbatka, widać czasem typowo ludzką mimikę. Dodatkowo, z kontekstu wynika, że smoki rozumieją ludzki język: Szczerbatek nastraszył siedzącą mu na grzbiecie Astrid za to, że była dla niego niemiła i nie uspokoił się, dopóki ta nie powiedziała „przepraszam”.

Jak wytresować smoka: Czkawka montujący protezę na ogonie Szczerbatka. Podejrzliwa minka smoka przywodzi na myśl ludzką mimikę.
Ponadto, początkowo Szczerbatek, próbując odnaleźć wspólny język z Czkawką, próbuje go naśladować. W słynnej sekwencji Forbidden Friendship, którą udostępniłam w poprzednim poście (LINK), smok w pewnym momencie chce się uśmiechnąć jak człowiek, ale nie bardzo mu to wychodzi. Podobnie jest, gdy Czkawka rysuje w ziemi pyszczek smoka, a ten bierze gałąź i również zaczyna rysować.

Jak wytresować smokarysunek Szczerbatka – po uważnym przyjrzeniu się można zauważyć, że te pozorne bazgroły tworzą portret Czkawki.
Tak ewidentne naśladownictwo człowieka ze strony zwierzaka (w dodatku ze zrozumieniem celu tych wszystkich czynności) jest niemożliwe, zwłaszcza jeśli jest nieoswojone. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale naprawdę nie dotarła do mnie nigdy informacja o podobnej sytuacji. Dopiero lata tresury są w stanie wykrzesać ze zwierzaka pewne zachowania i to raczej bez głębszego zrozumienia ich celu. Nauka przez naśladownictwo wymaga bardzo wysokiej inteligencji, którą niektóre gatunki oczywiście mają, ale do pewnego stopnia. Podejrzewam, że gdyby jakiś zwierzak świadomie wziął patyk i zaczął rysować w nim ludzką twarz, spowodowałoby to prawdziwą rewolucję w naszym postrzeganiu zwierząt. Póki co, jest to czysty antropomorfizm.
***
Antropomorfizm, jak widać, króluje w animacji i jest obecny nawet w tych filmach, które docelowo o zwierzętach nie opowiadają. Czasem jednak zdarza się, że fauna w filmie animowanym jest zobrazowana realistycznie. Jest to dosyć rzadkie, ale nie można mówić, że w ogóle tego nie ma. Zwykle jednak dotyczy to zwierząt, które pojawiają się na krótko, epizodycznie, lub stanowią element stricte dekoracyjny. Pierwszym przykładem jaki nasuwa mi się na myśl jest jeleń ze Stalowego Giganta. Chociaż był na ekranie tylko przez chwilę, jego rola była bardzo ważna dla rozwoju fabuły i wydźwięku całego filmu.

Po co w ogóle ten cały antropomorfizm? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Każdy rodzaj, czy to silny, średni, czy subtelny, ma swoje powody i często różnią się one w zależności od konkretnego utworu. Warto się czasem nad tym zastanowić, czy zwierzęta, które oglądamy na ekranie są tam tylko po to, żeby było ładnie i kolorowo, czy może za ich obecnością kryje się coś więcej. Mam wrażenie, że to głównie starsze animacje używają silnego antropomorfizmu w celach dekoracyjnych, mam tu na myśli takie filmy jak W 80 Dni Dookoła Świata z Willym Foggiem, Dzielna Pani Brisby czy Amerykańska Opowieść. Jeśli chodzi o nowsze animacje, to silny antropomorfizm ma bardziej konkretną rolę, a dobór zwierzaków do uczłowieczenia jest również bardziej przemyślany. I chociaż uwielbiam stare bajki ze zwierzątkami, to współczesne podejście o wiele bardziej mi odpowiada. Takie animacje jak Zwierzogród czy Sing pokazują, że można mówić o antropomorficznych zwierzętach ciekawie i z celem. Z kolei średni antropomorfizm, tj. ten od Króla Lwa jest najbardziej magiczny. Pozwala autorom budować na wpół realistyczne, na wpół baśniowe, zwierzęce światy i kultury. Paradoksalnie, średni antropomorfizm jest bardzo skutecznym narzędziem do pokazania perspektywy zwierzęcia. Nie bez powodu to właśnie on jest wybierany, gdy chcemy pokazać historię w zwierzęcym świecie. To tak, jakbyśmy założyli jakiś aparat, który tłumaczy nie tylko na ludzki język, ale również uczucia. I chociaż ten aparat wiele przekłamuje i nadinterpretuje, to trafia on do naszych serc. Antropomorficzne zwierzę jest pewnego rodzaju dyplomatą swojego gatunku, bo uwrażliwia nas na zupełnie inne problemy i spojrzenie na świat. I choć wymyślone przez ludzkiego autora, wciąż funkcjonuje tylko w zwierzęcej formie. Nie da się go zastąpić ludzkim bohaterem, w przeciwieństwie do wielu bajek z silnie antropomorficznymi postaciami. Tekst kultury, a każdy fikcyjny bohater nim jest, to zawsze wytwór wyobraźni człowieka. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że człowiek, który stworzył taką postać, ma za sobą długą pracę, w której musiał wiele nauczyć się o danym gatunku. Nie bez powodu twórcy animacji o zwierzętach najpierw obserwują je uważnie, uczą się, a dopiero potem przystępują do działania. Jednak najtrudniejszym stylem antropomorfizmu jest ten trzeci, subtelny. Żeby go uzyskać, trzeba nie tylko bardzo dokładnie zobrazować wygląd, zachowanie i styl życia danego gatunku, ale też zdecydować, jakie ludzkie odruchy może on zawierać, żeby za bardzo go nie uczłowieczyć. W przypadku Jak wytresować smoka może to niby wydawać się prostsze, skoro smoki są istotami magicznymi, ale tak naprawdę to powoduje jeszcze więcej komplikacji. Bardzo łatwo jest stworzyć jakiegokolwiek smoka i wszystko w jego zachowaniu tłumaczyć magią. Twórcy, chcąc przełamać konwencję mówiącej bestii, wzorowali zachowanie swoich smoków na prawdziwych zwierzętach, jednocześnie zaopatrując te smoki w ich słynną, ponadprzeciętną inteligencję. Wynik, jaki jest, widzimy: smoki DreamWorksa są wysoce inteligentnymi zwierzętami, jednak wciąż daleko odmiennymi od rodzaju ludzkiego.

Chociaż na pierwszy rzut oka antropomorfizm może wydawać się nielogiczny (bo przecież zwierzęta nie umieją mówić, hurr durr!), warto wziąć pod uwagę fakt, że istnieje on właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi. Po prostu. Patrzymy na świat z takiej, a nie innej perspektywy i pewne zjawiska tłumaczymy sobie w sposób, który będzie zrozumiały dla nas. Dlatego też większości ludzi antropomorfizm w ogóle nie przeszkadza, zdaje się. Często nawet podświadomie sami uczłowieczamy różne rzeczy, zwykle w silnych emocjach. Być może, gdybyśmy byli czymś innym, np. ośmiornicami, wymyślilibyśmy „octopomorfizm”. Ale tak się złożyło, że należymy do gatunku „człowiek”, więc mamy antropomorfizm (od greckiego anthropos, czyli „człowiek” i morphe czyli „kształt”). To jest coś, co mamy pod skórą, instynktownie go tworzymy i instynktownie go odbieramy.

Dodając dwa do dwóch, antropomorfizm oczywiście może prowadzić do nieporozumień. Dlatego w interakcjach z prawdziwymi zwierzętami trzeba się go wystrzegać jak ognia. Przykładowo: coś, co interpretujemy jako uśmiech u jakiegoś zwierzaka, może znaczyć (i zwykle tak jest), zupełnie coś odwrotnego do przyjaznej interakcji. Mnóstwo zwierząt pokazuje zęby, żeby odstraszyć innego osobnika i nie będą robić wyjątku dla człowieka. To w naszym interesie leży, żeby dowiedzieć się jak najwięcej na temat zwierzęcia, z którym mamy się spotkać. Przecież żaden kot ani małpa w zoo nie otworzy książki czy Internetu i nie przeczyta obszernego artykułu o wachlarzu zachowań ludzkich. My jednak mamy taką możliwość, więc korzystajmy z niej.

Być może ta "roześmiana" owca faktycznie sobie radośnie beczy, ale czy na pewno?
Sztuka to nie jest życie. To, co dobrze sprawdza się w sztuce, nie musi wcale działać w rzeczywistości. Antropomorfizm ma za zadanie nas przede wszystkim uwrażliwić, nauczyć nas dostrzegać, jak ważna jest różnorodność gatunkowa, społeczna i jakakolwiek inna, i że świat nie kręci się wokół homo sapiens. Niejednokrotnie utwory z antropomorficznymi zwierzętami niosą za sobą ekologiczne przesłanie (np. Wodnikowe Wzgórze), inne mają jedynie coś symbolizować. Lecz wciąż, antropomorfizm zwierząt jest tylko i wyłącznie dla ludzi. Prawdziwe zwierzęta mają za dużo na głowie, żeby się przejmować, co ludzie o nich myślą.

3 komentarze:

  1. Zwierzęta są bardziej ludzkie niż niektórym się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet bardziej niż niektórzy ludzie ;)

      Usuń
  2. 47 year old Accounting Assistant I Bar Rand, hailing from Listowel enjoys watching movies like "Tale of Two Cities, A" and Beekeeping. Took a trip to Ilulissat Icefjord and drives a Ferrari 275 GTB Alloy. zobacz na tej stronie internetowej

    OdpowiedzUsuń